Urlop rodzicielski po równo: dlaczego dziecko „kosztuje” tylko matkę

Urlop na opiekę nad dzieckiem bierze w Polsce niemal wyłącznie matka, a rynek pracy każe jej za tę nieobecność płacić przez całą karierę. Nieprzenoszalna część urlopu dla ojca powoli to zmienia. Razem chce 480-dniowego urlopu rodzicielskiego dzielonego po równo między oboje rodziców.

Ojciec trzymający na rękach śpiące niemowlę, w plenerze

Prawo do urlopu na opiekę nad małym dzieckiem przysługuje w Polsce obojgu rodzicom, ale korzysta z niego prawie wyłącznie matka — i to jej, a nie ojcu, rynek pracy wystawia za tę przerwę rachunek: wolniejszy awans, niższą pensję po powrocie i chudszą emeryturę. Dopóki dłuższa przerwa na opiekę uchodzi domyślnie za sprawę kobiety, dopóty pracodawca będzie ostrożniej zatrudniał i wolniej awansował młode pracownice, obawiając się przyszłej nieobecności, której u mężczyzn z góry nie zakłada. Razem chce ten domyślny podział rozmontować i zapowiada 480-dniowy urlop rodzicielski dzielony po równo między oboje rodziców, w którym część przypisana ojcu przepada, jeśli jej nie wykorzysta.

Urlop, który domyślnie bierze matka

Kiedy w rodzinie pojawia się dziecko, ktoś musi na jakiś czas odejść od pracy zarobkowej, i przez lata odpowiedź była w polskich domach tak oczywista, że rzadko w ogóle padało pytanie. Zostawała matka — najpierw na urlopie macierzyńskim, potem na rodzicielskim — a ojciec wracał do biura po kilku dniach urlopu okolicznościowego. Za tym „naturalnym" podziałem stoi jednak twarda ekonomia gospodarstwa domowego: skoro kobieta częściej zarabia mniej, para racjonalnie uznaje, że to jej wypadnięcie z pracy będzie mniej kosztowne. Decyzja podjęta raz, przy pierwszym dziecku, utrwala się na całe rodzicielstwo i pogłębia różnicę w zarobkach, która ją zrodziła.

Skutki widać w statystykach zatrudnienia. Dziecko w gospodarstwie domowym obniża obecność matki na rynku pracy i podnosi obecność ojca — ta sama okoliczność działa na karierę kobiety i mężczyzny w przeciwne strony. Mechanizm tej „kary za macierzyństwo" i tego, jak powrót po urlopie cofa kobietę na gorsze warunki, rozkładamy osobno w tekście o powrocie do pracy po macierzyńskim. Urlop dzielony wyłącznie po jednej stronie jest jednym z kół zamachowych tej nierówności.

Dlaczego nieprzenoszalna część zmienia normę

Doświadczenie krajów, które ograniczyły kryzys nierównego podziału opieki, jest zgodne w jednym punkcie: sam urlop „do wyboru" nie wystarcza. Jeśli całą pulę dni można przekazać drugiemu rodzicowi, to w praktyce przekazuje ją matce — bo tak każe i norma kulturowa, i arytmetyka pensji. Działa dopiero część nieprzenoszalna: przypisana konkretnie ojcu, która przepada, jeśli z niej nie skorzysta. Rodzina traci wtedy dni przypisane konkretnie ojcu, a nie wspólną pulę do dowolnego rozdysponowania — i to realnie zmienia sposób, w jaki rodzice dzielą między siebie opiekę.

Ten mechanizm wszedł już do polskiego prawa. Wdrażając unijną dyrektywę o równowadze między życiem zawodowym a prywatnym, w 2023 r. wydłużono urlop rodzicielski i wpisano do niego 9-tygodniową część zarezerwowaną dla każdego z rodziców z osobna, bez możliwości przeniesienia jej na drugie (dyrektywa 2019/1158; polska nowela Kodeksu pracy z 9 marca 2023 r.). Celem tej zmiany było wprost zachęcenie ojców do korzystania z urlopu — i pierwsze dane pokazują, że kierunek jest słuszny.

Od kilku tygodni do połowy

Ruch już się zaczął, choć z niskiego pułapu. Według ZUS w 2025 r. ojcowie stanowili 16,7 proc. osób pobierających zasiłek za urlop rodzicielski, podczas gdy rok wcześniej było ich 12,3 proc. — wzrost o ponad cztery punkty w ciągu jednego roku, i to mimo spadku liczby urodzeń (ZUS). Widać po tym, że gwarantowana ojcu część urlopu faktycznie skłania mężczyzn do zostania z dzieckiem, a nie tylko figuruje w przepisach.

Skok z kilkunastu procent do połowy to jednak inna skala reformy niż dodanie kilku nieprzenoszalnych tygodni. Postulat Razem idzie właśnie tak daleko: nie chodzi o zachęcanie ojców do wzięcia ułamka urlopu, lecz o taki podział, w którym opieka nad dzieckiem od początku jest sprawą obojga rodziców w równym stopniu. Dopiero wtedy pracodawca przestanie zakładać z góry, że to kobieta zniknie z pracy na rok — bo równie dobrze zniknąć może mężczyzna.

Uwaga o danych. Odsetek 16,7 proc. dotyczy węższej kategorii — osób pobierających zasiłek konkretnie za urlop rodzicielski — i nie należy go mylić z udziałem mężczyzn we wszystkich rodzajach zasiłku macierzyńskiego (tam poziom jest wyższy, m.in. za sprawą krótkiego urlopu ojcowskiego). Porównywalny w czasie jest tu przede wszystkim kierunek zmiany, a nie wartość bezwzględna wskaźnika.

Co proponuje Razem

Wprowadzimy 480-dniowy urlop rodzicielski dzielony po równo między rodziców.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 8, partiarazem.pl

Postulat równego podziału nie jest u Razem pomysłem świeżej daty. Już w stanowisku w sprawie alimentów z 2016 r. partia domagała się „powszechnego urlopu rodzicielskiego obligatoryjnie dzielonego po równo między matkę i ojca", z zastrzeżeniem, że część niewykorzystana przez jedno z rodziców przepada (stanowisko Rady Krajowej, 2016).

  • 480 dni płatnego urlopu dzielone po równo — połowa puli przypisana matce, połowa ojcu, tak by rodzicielstwo nie odbijało się na karierze tylko jednej ze stron.
  • Nieprzenoszalna część ojca — dni, których nie da się „oddać" matce, bo przepadają niewykorzystane, co realnie skłania mężczyzn do przejęcia opieki.
  • Opieka jako obowiązek obojga rodziców — od pierwszego dnia, a nie jako uprzejmość ze strony ojca „pomagającego" matce.

Równy urlop działa jednak tylko razem z siecią żłobków, do których dziecko trafia po jego zakończeniu — inaczej matka i tak wraca do domu, bo nie ma dokąd zawieźć dziecka. Piszemy o tym w tekście o żłobkach dla wszystkich dzieci; całość składa się na temat zebrany w hubie opieka i alimenty. Osobno, z perspektywy całego rynku pracy, o ochronie zatrudnienia rodziców pisze nasz siostrzany serwis — w artykule o końcu umów śmieciowych.

Źródła i dalsza lektura