Sfeminizowane branże: dlaczego praca opiekuńcza i nauczycielska wciąż jest tania

Kobiety stanowią cztery piąte zatrudnionych w opiece zdrowotnej i edukacji — sekcjach, w których płace od lat pozostają w tyle. Niska wycena „kobiecej” pracy nie wynika z niższych kwalifikacji, lecz z tego, że całe branże z przewagą kobiet płacą mniej. Razem chce urealnienia płac w sfeminizowanej budżetówce i jawności wynagrodzeń.

Szwalnia: kobiety pracujące przy maszynach do szycia, archiwalna fotografia

Kiedy porówna się kobietę i mężczyznę na tym samym stanowisku, różnica w płacy bywa niewielka — nierówność przeniosła się piętro wyżej, na poziom całych branż. Kobiety w Polsce skupiają się w opiece zdrowotnej, edukacji i usługach społecznych, a więc tam, gdzie pensje od dekad pozostają w tyle za resztą gospodarki. Mężczyźni dominują w lepiej płatnym przemyśle, budownictwie i informatyce. Ta segregacja sprawia, że niska średnia krajowa luka płacowa nie świadczy o równości — pokazuje, że „kobiece” zawody wyceniono taniej. Razem chce ten mechanizm rozmontować, urealniając płace w sfeminizowanej budżetówce i wprowadzając obowiązkową jawność wynagrodzeń.

Gdzie pracują Polki

Rynek pracy jest w Polsce podzielony wzdłuż płci znacznie wyraźniej, niż podpowiada intuicja. Według danych GUS na koniec 2023 r. najbardziej sfeminizowane sekcje gospodarki to opieka zdrowotna i pomoc społeczna, gdzie kobiety stanowiły 82 proc. pracujących, oraz edukacja z 79,6 proc. Na drugim biegunie są budownictwo oraz górnictwo i wydobywanie, gdzie mężczyźni to blisko 89 proc. załogi. Im węższy zawód, tym podział ostrzejszy: wśród położnych kobiety stanowią 99,7 proc., podobnie w gronie nauczycielek wychowania przedszkolnego i pielęgniarek.

Ekonomiści nazywają to segregacją poziomą — kobiety i mężczyźni nie tyle dostają różne pensje za tę samą pracę, ile wykonują różną pracę, wycenianą różnie. Sam udział kobiet w danej sekcji nabiera znaczenia dopiero w zestawieniu z zarobkami: branże z przewagą kobiet systematycznie plasują się poniżej średniej krajowej, a te z przewagą mężczyzn — powyżej.

Dlaczego te branże płacą mniej

Odpowiedź, że opieka i edukacja płacą mało, „bo takie już są”, przesuwa problem, zamiast go tłumaczyć. Wysokość płacy w tych sekcjach nie wynika z żadnego prawa natury — ustala ją decyzja, najczęściej decyzja państwa występującego w roli pracodawcy. Opieka zdrowotna, edukacja i pomoc społeczna to w dużej mierze budżetówka, gdzie pensje ustala się administracyjnie, a przez lata ustalano je nisko. Praca opiekuńcza i wychowawcza — pilnowanie chorych, uczenie dzieci, opieka nad seniorami — historycznie uchodziła za „naturalne” przedłużenie roli kobiety w domu, więc traktowano ją jako coś, co robi się z powołania, a nie za godziwe pieniądze.

Skutek jest podwójny. Kobiety, które trafiają do tych zawodów, zarabiają mniej nie dlatego, że gorzej pracują czy mają niższe kwalifikacje — przeciwnie, pracujące Polki są przeciętnie lepiej wykształcone od pracujących Polaków. Zarabiają mniej, bo cała branża, w której się znalazły, jest tanio wyceniona. A ponieważ te same sekcje zatrudniają większość kobiet w gospodarce, ich niskie płace ciągną w dół całą kobiecą średnią. Mechanizm ten dopełnia obraz luki płacowej: część różnicy, której nie widać przy porównaniu stanowisko w stanowisko, siedzi właśnie w tym, że „kobiece” zawody z założenia płacą mniej.

Budżetówka, czyli gdzie płaci państwo

Ponieważ to w znacznej mierze państwo ustala płace w sfeminizowanych sekcjach, to ono ma też narzędzie, by je urealnić. Postulat nie jest nowy — już w 2018 r. Partia Razem poparła żądania Socjalnego Kongresu Kobiet, wśród których na pierwszym miejscu było podwyższenie płac i zatrudnianie na umowy o pracę we wszystkich zakładach finansowanych z budżetu samorządowego lub państwowego. Chodziło wprost o pielęgniarki, nauczycielki, pracownice pomocy społecznej i opiekunki — o zawody, w których niska płaca spotyka się z przeciążeniem obowiązkami.

Co proponuje Razem

W programie gospodarczo-społecznym Razem wiąże płace w budżetówce z resztą gospodarki, zamiast pozostawiać je uznaniowej decyzji kolejnych rządów:

Płace w budżetówce będą powiązane z wysokością średniego wynagrodzenia za pracę, waloryzacja wynagrodzeń będzie odbywała się co roku o wskaźnik nie mniejszy niż inflacja. Zlikwidujemy plagę outsourcingu w sektorze publicznym. Zasady przyznawania premii będą jawne i konsultowane z reprezentacją pracowniczą.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo po stronie pracujących”, pkt 9, partiarazem.pl
  • Płace w budżetówce powiązane ze średnim wynagrodzeniem — żeby pensje w opiece i edukacji rosły razem z gospodarką, a nie zostawały w tyle za każdym rokiem.
  • Coroczna waloryzacja co najmniej o inflację — realna wartość kobiecych pensji przestaje topnieć między jedną a drugą podwyżką „gdy znajdą się pieniądze”.
  • Koniec outsourcingu i jawne zasady premii — bo najgorzej opłacane sprzątaczki, salowe czy opiekunki najczęściej pracują dziś przez firmy zewnętrzne, poza siatką płac placówki.

Urealnienie płac ma jednak sens tylko wtedy, gdy różnice są widoczne — dlatego drugim filarem równości płac jest jawność wynagrodzeń, która pozwala w ogóle zmierzyć, gdzie „kobieca” praca jest niedowartościowana. Z perspektywy całego rynku pracy pisze o tym siostrzany serwis, w tekście o godnej płacy minimalnej i jawności wynagrodzeń.

Źródła i dalsza lektura