W 136 powiatach w Polsce nie ma już oddziału ginekologiczno-położniczego — pokazał to raport Najwyższej Izby Kontroli z czerwca 2026 roku. Dla rodzącej oznacza to, że poród coraz częściej zaczyna się w drodze — w samochodzie albo w karetce, na trasie do najbliższego szpitala, który przyjmie ją na porodówkę. Razem chce, żeby opieka okołoporodowa była realnie dostępna w każdym powiecie, a nie tylko tam, gdzie oddział przetrwał kolejną falę zamknięć.
Ile porodówek już zniknęło z mapy
Skala kurczenia się sieci położniczej jest łatwa do prześledzenia w danych Narodowego Funduszu Zdrowia. Liczba oddziałów, w których w danym roku odebrano choć jeden poród, spadła z 407 w 2010 roku do 328 w 2024 roku — blisko osiemdziesiąt oddziałów mniej w czternaście lat, przy czym tempo w ostatnich latach przyspieszyło. Kontrolerzy NIK doliczyli się 26 oddziałów ginekologiczno-położniczych zamkniętych w latach 2022–2024 i kolejnych 27 zlikwidowanych w samym 2025 roku. Efekt tej erozji jest już policzalny na mapie administracyjnej: w 136 powiatach kobieta, która zaczyna rodzić, nie znajdzie oddziału w granicach własnego powiatu.
Mechanizm zamknięć nie jest przypadkowy. Oddział położniczy utrzymuje się z ryczałtu i z rozliczanych procedur, a przy malejącej liczbie urodzeń mały szpital powiatowy coraz częściej nie wypełnia progu porodów, który czyni oddział „rentownym" w arkuszu kalkulacyjnym. Dyrekcja, ściśnięta przez długi placówki i przez wymogi kadrowe, zamyka porodówkę jako pierwszą, bo akurat ona wymaga całodobowej obsady położnych, ginekologów, anestezjologa i neonatologa. Rachunek zamyka się na poziomie pojedynczego szpitala, a jego koszt przenosi się na rodzące, których w statystyce oddziału nie widać, dopóki nie zaczną rodzić w drodze.
Co oznacza „biała plama" położnicza
Najostrzej widać to na terenach, z których i tak najtrudniej się wydostać. Kiedy jesienią 2025 roku Rada Powiatu Leskiego głosowała nad likwidacją ostatniego oddziału ginekologiczno-położniczego w Bieszczadach, przewodnicząca tamtejszego związku położnych wyliczała, że po zamknięciu porodówki rodząca z Cisnej czy Lutowisk miałaby do najbliższego oddziału około 100 km, a z Wołosatego — najdalej wysuniętej miejscowości w Polsce — nawet 170 km. Pod Ministerstwem Zdrowia protestowali wtedy mieszkańcy, personel i posłowie Razem, Adrian Zandberg i Marcelina Zawisza; oddział udało się doraźnie obronić na sesji rady, ale rządowego rozwiązania, które zdjęłoby z niego widmo zamknięcia, wciąż nie ma.
Bieszczady są skrajnym przykładem, lecz opisują szerszą prawidłowość. Zamykanie porodówki rzadko jest odosobnionym cięciem — idzie zwykle w parze z likwidacją połączeń autobusowych i kolejowych, ze znikaniem szkół i innych usług publicznych; o wykluczeniu komunikacyjnym prowincji pisze siostrzany serwis Razem dla transportu. Duszan Augustyn, lider Razem w Lesku, mówił wprost, że w takim regionie każda kolejna zamknięta instytucja domyka spiralę: młodzi wyjeżdżają i nie wracają, bo nie ma szkół, dojazdów ani opieki, a bez nich trudno decydować się na dziecko. Porodówka jest w tej układance nie tylko placówką medyczną, lecz jednym z warunków, na których w ogóle da się w danym miejscu założyć rodzinę.
Co proponuje Razem
Program Partii Razem wiąże dostępność porodówki z całościową naprawą publicznej ochrony zdrowia — z odejściem od finansowania, w którym mały oddział przegrywa z arkuszem kalkulacyjnym.
Zniesiemy limitowanie procedur — placówki medyczne będą otrzymywały ryczałtowe finansowanie na personel i bieżące utrzymanie, zgodne z lokalnymi potrzebami. Każdy powiat obejmiemy opieką okołoporodową, a każdą gminę — opieką pielęgniarską i stomatologiczną.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Zdrowie ponad zyski”, pkt 10–11, partiarazem.pl
- Opieka okołoporodowa w każdym powiecie (pkt 11) — jako trwały standard dostępności, a nie doraźnie broniona resztka sieci, którą kolejna rada powiatu może wygasić jednym głosowaniem.
- Ryczałtowe finansowanie zamiast płacenia za procedurę (pkt 10) — dzięki któremu oddział z mniejszą liczbą porodów przestaje być „nierentowną" pozycją i zostaje utrzymany jako infrastruktura bezpieczeństwa, tam gdzie geografia i tak wydłuża drogę do pomocy.
- Publiczna ochrona zdrowia finansowana na poziomie co najmniej 8% PKB (pkt 2) — bo bez realnego wzrostu nakładów obietnica porodówki w każdym powiecie pozostanie deklaracją, której szpitalne budżety nie udźwigną.
Sam dostęp to jednak dopiero połowa sprawy — druga to jakość opieki na oddziale, o czym piszemy w tekście o standardach opieki okołoporodowej. Skąd bierze się rynkowa logika, która wypycha porodówki poza mapę, i jak ją odwrócić, rozkłada na czynniki pierwsze nasz siostrzany serwis o zdrowiu, w artykule porodówka w powiecie, a nie w zależności od kodu pocztowego.
Źródła i dalsza lektura
- NIK — „Za drzwiami porodówki. NIK o opiece okołoporodowej w Polsce" (raport, czerwiec 2026)
- Rynek Zdrowia — spadek liczby czynnych porodówek wg danych NFZ (407 w 2010 → 328 w 2024)
- Partia Razem — obrona porodówki w Lesku, ostatniego oddziału w Bieszczadach (biuro prasowe, 2025)
- Partia Razem — program 2025, rozdz. „Zdrowie ponad zyski"
