Niewidzialna praca opiekuńcza: drugi etat, za który kobiety nie dostają nic

Sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi, chorymi i starzejącymi się rodzicami — praca, za którą nikt nie płaci, a którą i tak wykonuje głównie jedna płeć. Przeciętna Polka wykonuje jej codziennie o blisko dwie godziny więcej niż mężczyzna, a jej rynkowa wartość sięga dwóch trzecich średniej pensji. Razem chce tę pracę odciążyć usługami publicznymi i godnie wycenić opiekę nad niesamodzielnymi bliskimi.

Malarstwo rodzajowe: dwie kobiety przy pracach domowych w kuchni

Praca, która utrzymuje każdy dom przy życiu — pranie, gotowanie, sprzątanie, dopilnowanie lekcji, opieka nad chorym dzieckiem i starzejącym się rodzicem — nie pojawia się w żadnej statystyce zatrudnienia i nie ma pensji, ale wykonuje ją głównie jedna płeć. Przeciętna Polka poświęca na obowiązki domowe blisko dwie godziny dziennie więcej niż mężczyzna, a rynkowa wartość tej niewidzialnej roboty sięga u kobiet dwóch trzecich średniej krajowej pensji. Razem chce, żeby państwo tę pracę zdjęło z kobiecych barków tam, gdzie może ją przejąć — przez żłobki, opiekę wytchnieniową i asystencję — a tam, gdzie zostaje w rodzinie, wreszcie ją godnie wyceniło.

Drugi etat, którego nie widać w gospodarce

Gdy ekonomia mierzy pracę, liczy tylko tę opłacaną — resztę traktuje tak, jakby działa się sama. Tymczasem prace domowe i opiekuńcze to pełnoprawny nakład czasu i wysiłku, bez którego żaden odpłatny etat nie mógłby zostać wykonany: ktoś musi wyprać koszulę, w której idzie się do biura, i odebrać dziecko, żeby drugi rodzic mógł zostać dłużej w pracy. Badanie budżetu czasu prowadzone przez GUS pokazuje, jak nierówno rozkłada się ten drugi, nieopłacany etat — przeciętna kobieta poświęca na obowiązki domowe o około godzinę i czterdzieści minut dziennie więcej niż mężczyzna (dane za 2023 r.) (GUS). W skali tygodnia robi się z tego kilkanaście dodatkowych godzin, w skali roku — kolejny nieodpłatny etat.

Ta różnica nie jest kwestią indywidualnego lenistwa czy pracowitości, tylko utrwalonego podziału ról, w którym opieka „z natury" przypada kobiecie. Program Razem nazywa rzecz wprost: dziś państwo, zamiast wspierać osoby wymagające szczególnej opieki, „obciąża tym wysiłkiem ich rodziny — przede wszystkim kobiety" (deklaracja programowa, rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć"). Kobieta, która bierze na siebie ten ciężar, płaci za niego godzinami odebranymi płatnej pracy, odpoczynkowi i własnemu zdrowiu.

Ile jest warta praca, której się nie liczy

Skoro tej pracy nikt nie wynagradza, łatwo uznać, że nic nie kosztuje — dlatego GUS postanowił oszacować jej wartość rynkową, mnożąc czas poświęcony na konkretne czynności przez stawki, jakie trzeba by zapłacić za ich wykonanie komuś z zewnątrz. Wynik z 2023 r. jest wymowny: praca domowa przeciętnej kobiety warta była około 4,6 tys. zł miesięcznie, czyli mniej więcej dwie trzecie średniego wynagrodzenia, podczas gdy u mężczyzny wartość ta wynosiła około 3 tys. zł (GUS za rp.pl). W skali roku różnica między wkładem kobiet i mężczyzn sięga kilkunastu tysięcy złotych na osobę — pieniędzy, których nikt nigdy nie wypłaca, ale które ktoś realnie oszczędza.

Ten rachunek ma dwa dna. Pierwsze: gdyby państwo albo rynek miały tę opiekę wykonać, kosztowałaby ona fortunę — dlatego tak wygodnie jest zostawić ją niewidzialną i darmową. Drugie: kobieta, która wykonuje pracę wartą dwie trzecie pensji, ale nie dostaje za nią złotówki ani składki emerytalnej, na starość zostaje z głodowym świadczeniem. Ponieważ za tę pracę nie odprowadza się składek, jej ciężar wraca po latach jako głodowa emerytura tej samej kobiety.

Opieka nad dorosłymi też spada na córki

Praca opiekuńcza nie kończy się, gdy dzieci dorosną. Wtedy zwykle zaczyna się jej drugi akt — opieka nad starzejącymi się rodzicami i bliskimi z niepełnosprawnością, którą w polskich rodzinach również pełnią przede wszystkim kobiety, często rezygnując z etatu w najlepszych zawodowo latach. Państwo tę rezygnację „docenia" specjalnym zasiłkiem opiekuńczym w wysokości 620 zł miesięcznie (świadczenie od 2024 r. wygaszane — przyznawane już tylko na prawach nabytych) (gov.pl) — kwotą, za którą nie da się utrzymać, a która dodatkowo jest obwarowana niskim progiem dochodowym. Kobieta, która porzuca pracę, by opiekować się obłożnie chorą matką, dostaje więc mniej niż jedną piątą przeciętnej pensji i traci lata składek.

Alternatywą dla zrzucania tej opieki na rodziny jest publiczna usługa — asystencja osobista i opieka wytchnieniowa, które pozwalają opiekunowi na oddech, pracę i własne życie. Jak taki system urządzić i dlaczego opieka nad niesamodzielnym bliskim nie może oznaczać wypadnięcia z rynku pracy, opisuje nasz siostrzany serwis o polityce opiekuńczej — w tekście Opieka wytchnieniowa: niewidzialna praca, którą państwo zrzuca na rodziny.

Co proponuje Razem

Zagwarantujemy każdej potrzebującej osobie prawo do bezpłatnej, ustawowej asystencji osobistej i opieki wytchnieniowej.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Państwo, na które możesz liczyć”, pkt 4, partiarazem.pl
  • Bezpłatna asystencja osobista i opieka wytchnieniowa — publiczne usługi, które przejmują część opieki nad osobą niesamodzielną, żeby nie spadała ona w całości na krewną.
  • Sieć żłobków i przedszkoli oraz opieka popołudniowa, odciążające matki z całodobowego dyżuru przy małym dziecku.
  • Godne wsparcie dla opiekunów rodzinnych — dziś zasiłek dla rezygnującego z pracy opiekuna to 620 zł, kwota, którą Razem uznaje za rażąco zaniżoną wobec realiów życia.

Odciążenie pracy opiekuńczej to warunek, bez którego równość na rynku pracy zostaje na papierze — bo kobieta pełniąca drugi, nieodpłatny etat nie startuje z tej samej linii co mężczyzna. Jak ta nierówność przekłada się na zarobki i awanse, pokazujemy w tekście o powrocie do pracy po macierzyńskim, a najprostszy sposób jej odciążenia — publiczny żłobek — opisujemy w artykule o żłobkach dla wszystkich dzieci. Całość tematu zbiera hub opieka i alimenty.

Źródła i dalsza lektura