Zakaz zbliżania na papierze. Jak realnie karać i resocjalizować sprawców przemocy

Od 2020 r. policja może nakazać sprawcy natychmiastowe opuszczenie mieszkania i zakazać mu zbliżania się do ofiary. Narzędzie bywa jednak używane oszczędnie, a programy zmieniające sprawców kończy garstka. Razem chce skutecznej izolacji i egzekucji zakazów oraz obowiązkowej resocjalizacji zamiast pobłażliwości wobec przemocy.

Pusty korytarz z celami w dawnym więzieniu

Skuteczna ochrona przed przemocą domową kończy się tam, gdzie zaczyna się egzekucja: sam przepis nie powstrzyma sprawcy, jeśli za jego złamaniem nic nie stoi. Od 2020 r. polska policja może nakazać sprawcy natychmiastowe opuszczenie mieszkania i zakazać mu zbliżania się do osoby pokrzywdzonej, ale narzędzie bywa używane oszczędnie, a programy, które miałyby zmienić sprawcę, kończy garstka. Razem stawia na realną izolację, konsekwentne egzekwowanie zakazów i obowiązkową resocjalizację — zamiast pobłażliwości, która sprawcy dodaje poczucia bezkarności.

Nakaz istnieje — pytanie, czy jest używany

Od 30 listopada 2020 r. obowiązuje tzw. ustawa antyprzemocowa (Dz.U. 2020 poz. 956), która dała policji prawo wydania sprawcy nakazu natychmiastowego opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania oraz zakazu zbliżania się do niego — z rygorem natychmiastowej wykonalności i niezależnie od tego, na kogo lokal jest zapisany. To realizacja postulatu, który Razem stawiał już w 2016 r.: żeby z domu wyprowadzał się sprawca, a nie osoba pokrzywdzona. Mechanikę tej zmiany opisujemy w tekście sprawca zostaje, ofiara ucieka.

Egzekucja kuleje. Od wejścia przepisów w życie do końca kwietnia 2023 r. wydano łącznie około 9,7 tys. nakazów i zakazów, a samych nakazów opuszczenia mieszkania — bez towarzyszącego zakazu zbliżania — tylko kilkaset. Przy dziesiątkach tysięcy osób rocznie w procedurze „Niebieskiej Karty” to wciąż kropla. Zakaz zbliżania działa zaś dokładnie na tyle, na ile ktoś sprawdza jego przestrzeganie: przepis bez kontroli i bez szybkiej reakcji na złamanie zostaje na papierze, a ofiara — z fałszywym poczuciem, że jest chroniona.

Sprawca, którego nikt nie zmienia, wraca

Izolacja odsuwa zagrożenie, ale go nie usuwa — sprawca po odbyciu kary albo wygaśnięciu zakazu wraca do tych samych schematów, jeśli w międzyczasie nic z nim nie zrobiono. Do tego służą programy korekcyjno-edukacyjne, prowadzone w Polsce według rozporządzenia Ministra Rodziny i Polityki Społecznej z 20 czerwca 2023 r. (Dz.U. 2023 poz. 1163). Rocznie bierze w nich udział ponad 8 tys. osób stosujących przemoc, a w programach psychologiczno-terapeutycznych — ponad 1,5 tys. Na tle skali przemocy domowej to niewiele, a odsetek tych, którzy program faktycznie kończą, bywa jeszcze niższy.

Kluczem jest nie tylko liczba miejsc, ale i konsekwencja: udział sprawcy powinien być realnie egzekwowany, a jego zachowanie — monitorowane także po zakończeniu programu. Standardy przewidują obserwację uczestników nawet do trzech lat po zakończeniu oddziaływań, bo dopiero taki horyzont pokazuje, czy zmiana jest trwała, czy tylko odegrana na czas zajęć. Bez tego resocjalizacja zostaje formalnością, a nie narzędziem, które chroni kolejne ofiary.

Dane poglądowe. Polska nie prowadzi jednolitej, publicznej statystyki recydywy sprawców przemocy domowej powiązanej z ukończeniem programów korekcyjnych — dostępne dane opisują liczbę uczestników i ukończeń, nie zaś odsetek ponownej przemocy w spójnej próbie. O skuteczności wnioskuje się z badań ewaluacyjnych organizacji pomocowych, nie z krajowego rejestru.

Karać sprawiedliwie, a nie pobłażliwie

Filar programowy Razem o prawach człowieka ujmuje to jednym zdaniem: państwo ma „realnie chronić kobiety przed przemocą w rodzinie i przemocą seksualną — będziemy sprawiedliwie karać oraz resocjalizować jej sprawców”. Sprawiedliwe karanie to przeciwieństwo dwóch skrajności naraz: pozornej surowości, która kończy się karą w zawieszeniu i sprawcą wracającym do domu, oraz karania bez pracy nad zmianą, po którym przemoc wybucha na nowo. Już w stanowisku z 2015 r. partia domagała się skutecznego zakazu zbliżania, izolacji sprawców i ograniczenia kar w zawieszeniu — obok leczenia i pracy resocjalizacyjnej z samymi sprawcami.

Ta logika łączy się z inną luką kodeksu, o której pisze siostrzany serwis o równości — przestępstwa z nienawiści wobec osób LGBT+ wciąż traktowane jak „zwykłe pobicie”: w obu przypadkach chodzi o to, by prawo karne poważnie traktowało przemoc wymierzoną w kogoś za to, kim jest. Skuteczne karanie sprawcy zaczyna się zresztą od tego, czy prawo w ogóle nazwie czyn — o czym piszemy w tekście o definicji gwałtu opartej na zgodzie.

Co proponuje Razem

Będziemy realnie chronić kobiety przed przemocą w rodzinie i przemocą seksualną — wprowadzimy wsparcie dla osób doświadczających przemocy i będziemy sprawiedliwie karać oraz resocjalizować jej sprawców.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), filar „Prawa człowieka”, partiarazem.pl

Z tego wynikają konkrety:

  • Skuteczna izolacja i egzekucja zakazów — utrzymanie policyjnego nakazu opuszczenia mieszkania z 2020 r. i realne sprawdzanie, czy zakaz zbliżania jest przestrzegany, a jego złamanie pociąga natychmiastową reakcję.
  • Resocjalizacja zamiast pobłażliwości — programy korekcyjno-edukacyjne dostępne i realnie egzekwowane, z monitorowaniem sprawcy po ich zakończeniu, a nie traktowane jako formalność.
  • Ograniczenie kar w zawieszeniu — postulat z 2015 r., by przemoc nie kończyła się wyrokiem, po którym sprawca tego samego dnia wraca do ofiary.
  • Ochrona przed wtórną wiktymizacją — żeby sam proces karny nie stawał się dla pokrzywdzonej kolejną krzywdą.

Karanie i resocjalizacja domykają sieć ochrony przed przemocą wobec kobiet od strony sprawcy — bo bezpieczeństwo ofiary zależy nie tylko od tego, dokąd ona ucieknie, ale i od tego, co państwo zrobi z tym, kto ją krzywdził. Ramę dla tych obowiązków wyznacza konwencja antyprzemocowa.

Źródła i dalsza lektura