Ginekolog bez skierowania, ale i bez dojazdu: białe plamy opieki na wsi

Do ginekologa w ramach NFZ można pójść bez skierowania — tyle że w wielu wiejskich gminach nie ma dokąd. Kontrola NIK pokazała, że w części województw poradni brakuje w większości gmin, a jedna wiejska poradnia potrafi przypadać na blisko 27 tysięcy kobiet. Razem chce realnego, a nie tylko formalnego dostępu do opieki ginekologicznej.

Poczekalnia przychodni z pacjentami czekającymi na wizytę

Ginekolog jest w Polsce jednym z niewielu specjalistów, do których w ramach NFZ można zapisać się bez skierowania od lekarza rodzinnego. Formalna bariera nie istnieje — pozostaje jednak bariera geograficzna, o wiele trudniejsza do pokonania. W części kraju poradni ginekologiczno-położniczych brakuje w większości gmin, a najbliższy gabinet bywa oddalony o kilkadziesiąt kilometrów. Partia Razem chce, żeby dostęp do ginekologa był realny wszędzie, a nie tylko zapisany w prawie jako możliwość, z której na prowincji trudno skorzystać.

Co pokazała kontrola NIK

Najbardziej systematyczny obraz dostępu do ginekologa na wsi dała kontrola Najwyższej Izby Kontroli „Dostępność świadczeń ginekologiczno-położniczych". Kontrolerzy sprawdzili, jak wygląda opieka poza dużymi miastami, i opisali głęboką nierównowagę geograficzną: w części województw poradni ginekologiczno-położniczych brakowało w większości gmin, przez co na jedną wiejską poradnię potrafiło przypadać nawet około 27 tysięcy kobiet, a dojazd do najbliższego gabinetu sięgał w skrajnych przypadkach 50 km. Dla porównania w mieście na jedną poradnię przypada wielokrotnie mniej pacjentek, a gabinet jest zwykle w zasięgu komunikacji miejskiej.

Problemem był nie tylko brak poradni, lecz również jakość dostępu tam, gdzie formalnie istniały. NIK ustaliła, że znaczna część skontrolowanych poradni pracowała krócej, niż wynikało z umów zawartych z NFZ — część czynna była zaledwie kilkanaście godzin w tygodniu. Wiejska poradnia otwarta dwa popołudnia w tygodniu, do której trzeba dojechać kilkadziesiąt kilometrów, jest dostępna głównie na papierze: dla kobiety pracującej, bez samochodu albo opiekującej się dziećmi, taka wizyta oznacza dzień urlopu i logistyczną wyprawę, na którą wiele osób po prostu rezygnuje.

Kiedy „bez skierowania" nie wystarcza

Zniesienie wymogu skierowania do ginekologa usuwa jedną barierę — biurokratyczną — ale nie dotyka drugiej, która na prowincji waży więcej. Ginekolog i położnik należą do specjalistów, do których NFZ nie wymaga skierowania, co w mieście realnie skraca drogę do wizyty. Tam jednak, gdzie poradni nie ma w gminie ani w sąsiedniej, brak skierowania nie zmienia niczego, bo problemem nie jest formalność, tylko odległość i godziny otwarcia najbliższego gabinetu.

Za nierównością stoi też struktura kadr. W Polsce jest około 8,7 tysiąca lekarzy ze specjalizacją z położnictwa i ginekologii, ale rozkładają się oni bardzo nierówno — koncentrują się w miastach i przy większych szpitalach, gdzie mają zaplecze, pacjentki i możliwość łączenia pracy publicznej z prywatną praktyką. Wiejska poradnia z ograniczoną liczbą pacjentek i słabszym zapleczem przegrywa tę konkurencję o specjalistę, a kiedy ginekolog z niej odchodzi albo przechodzi na emeryturę, gmina zwykle nie znajduje następcy. Ubytek jednego lekarza zamyka wtedy dostęp dla całej okolicy.

Badania ankietowe wskazują, że około 13% Polek nigdy nie było u ginekologa, a odsetek kobiet w ogóle niekorzystających z takich wizyt jest najwyższy na wsi i w małych miejscowościach — dane te pochodzą z raportu przygotowanego na zlecenie firmy farmaceutycznej (Gedeon Richter, 2022, za Termedia), więc traktujemy je jako poglądowe. Zbieżny kierunek — trudniejszy dostęp poza miastem — potwierdza jednak twarda kontrola NIK cytowana wyżej.

Co proponuje Razem

Program Partii Razem nie formułuje osobnego postulatu „ginekolog w każdej gminie", ale realny dostęp do opieki ginekologicznej wynika wprost z jego fundamentu — powszechnej, publicznej ochrony zdrowia dostępnej niezależnie od miejsca zamieszkania — oraz z zapowiadanego przeniesienia części świadczeń bliżej pacjentki.

Przeniesiemy część świadczeń do przychodni podstawowej opieki zdrowotnej. (…) Każdy powiat obejmiemy opieką okołoporodową, a każdą gminę — opieką pielęgniarską i stomatologiczną.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Zdrowie ponad zyski”, pkt 9 i 11, partiarazem.pl

Program gwarantuje w każdej gminie opiekę pielęgniarską i stomatologiczną, a nie ginekologiczną; realny dostęp do ginekologa wyprowadzamy z ogólnej zasady powszechnej ochrony zdrowia, nie z osobnej obietnicy.

  • Realny, a nie tylko formalny dostęp do opieki ginekologicznej — zakotwiczony w powszechności publicznej ochrony zdrowia, tak by geografia i słabsze zaplecze nie decydowały o tym, czy kobieta w ogóle trafi do specjalisty.
  • Świadczenia bliżej pacjentki (pkt 9) — przeniesienie części opieki do lokalnych przychodni ogranicza sytuacje, w których najbliższy gabinet oddalony jest o kilkadziesiąt kilometrów.
  • Godne warunki pracy w publicznej ochronie zdrowia — bo bez tego wiejskie poradnie nie znajdą i nie utrzymają lekarzy, a każde odejście specjalisty będzie domykać kolejną białą plamę.

Realny dostęp do ginekologa jest też warunkiem skutecznej profilaktyki — o tym, co się dzieje, gdy badania przesiewowe są poza zasięgiem, piszemy w tekście o profilaktyce nowotworów kobiecych. Szerzej o kolejkach i dostępie do specjalistów w publicznym systemie pisze nasz siostrzany serwis razemnaprawizdrowie.pl.

Źródła i dalsza lektura